Get Adobe Flash player

Lepsza szkoła MDK Otwock Zgromadzenie sióstr Elżbietanek

OTOP CaritasNieśmy radość Euroweek

Wymiana młodzieży

Dyskoteka szkolna

5 X 2006 W naszym gimnazjum odbyła się szkolna dyskoteka. Dochód z dyskoteki przeznaczony był na edukację tybetańskiego chłopca. Dlatego na początku obejrzeliśmy film o Tybecie, który przygotowała pani Teresa Wilczek. Atrakcją wieczoru był występ młodzieży prowadzącej dyskotekę, którzy pokazali taniec break-dance. Zabawa trwała do godziny 21:15. Na zakończenie pani dyrektor podziękowała wszystkim uczestnikom dyskoteki za kulturalną zabawę.

Pola Nadziei

Do X edycji Pól Nadziei (piątej ogólnopolskiej), organizowanych przez Otwockie Towarzystwo Opieki Paliatywnej, działające na rzecz Hospicjum im. św. Patryka w Otwocku, już po raz drugi włączyli się młodzi wolontariusze z klas trzecich otwockiej "Trójki". "Niech z cebul posadzonych jesienią wyrosną piękne kwiaty dla darczyńców!" - tak brzmiało szkolne hasło na 13 października. Młodzi ogrodnicy posadzili w specjalnie do tego celu przygotowanym przez siebie ogródku 200 cebul żonkili - kwiatów, które stały się międzynarodowym symbolem nadziei. Cele programu: - szerzenie idei hospicyjnej, - pozyskiwanie funduszy na prowadzoną opiekę dla terminalnie chorych, - uwrażliwienie dzieci i młodzieży na potrzeby chorych i możliwość niesienia pomocy. Pola Nadziei to program stworzony przez Fundację Marie Curie Cancer Care z Edynburga w Wielkiej Brytanii, pomagającą nieuleczalnie chorym na raka. Celem programu jest pozyskanie środków na utrzymanie hospicjów i propagowanie idei opieki hospicyjnej w społeczeństwie. Trójkowicze uczestniczą w niej już po raz drugi. Wolontariusze zbierają datki od ludzi wielkiego serca kwestując w szkole, na ulicach, wykonując drobne prace, sprzedając własnoręcznie wykonane kartki. W tym roku spotkacie ich Państwo 1 listopada, natomiast finał akcji w kraju i Europie to maj 2007r. Już teraz pięknie dziękujemy za wsparcie naszych starań. Uczniowie z 3e i 3d Gimnazjum Nr 3 w Otwocku

"Nie rzucim ziemi skąd nasz ród..."

Pod takim hasłem w naszej szkole odbyła się uroczystość poświęcona 88 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Młodzież klas pierwszych i trzecich, pod kierunkiem nauczycieli Anny Barysz i Kamili Gniadek, przybliżyła zebranym historię Polski od momentu rozbiorów do wybuchu I wojny światowej.

Doskonała gra autorów, ubranych w stroje galowe i mundury żołnierskie, oraz pieśni patriotyczne w wykonaniu chóru ukazały tragiczne dzieje naszego narodu. Zgromadzonym na akademii z pewnością zapadły w pamięć słowa kończące uroczystość:
"Ziemio ojczysta, ziemio jasna, (...)
Można nie kochać Cię i żyć

Ale nie można owocować (...)"

 

Mistrzostwa powiatu w tenisie

4 IV 2007 
Drużyna chłopców i dziewcząt zajęła II miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Powiatu Szkół Gimnazjalnych w Tenisie Stołowym.

Gratulujemy!!!!!!!!!!!

Tydzień wycieczkowy 7-11 maj 2007

Relacja z wycieczki do Kotliny Kłodzkiej i Czech

8 maja uczniowie klas Ib i IIIe pod czujnym okiem opiekunek postanowili wyruszyć na 5-dniową wycieczkę do Kotliny Kłodzkiej oraz Czech. Niewyspani, ale szczęśliwi, że nie będziemy musieli chodzić do szkoły, stawiliśmy się o godz. 7 przed szkołą. Po drobnym opóźnieniu spowodowanym oczekiwaniem na "dostawę" paszportu pojechaliśmy do Pabianicy Zdroju. Tam mieliśmy być zakwaterowani, a warto wspomnieć, że już zawczasu ustaliliśmy, kto z kim będzie mieszkał.

Po drodze zatrzymaliśmy się we Wrocławiu, jednym z najstarszych miast Polski. Spacerując po Starówce mogliśmy przekonać się, dlaczego Wrocław jest określany mianem "polskiej Wenecji". W ciągu następnych dni zobaczyliśmy również sanktuarium w Wambierzycach, zwane Śląską Jerozolimą, gdzie znajduje się trójwymiarowy obraz Chrystusa, wodzącego oczami za każdym przechodzącym. Mogliśmy również podziwiać ruchome szopki - dzieła ludowego artysty-zegarmistrza. W Czermnej odwiedziliśmy barokową kaplicę czaszek, której ściany i sufit wyłożone były ok. 3 tys. czaszek i piszczeli zebranych z okolicznych pól. Kości pochodziły z poległych w czasie wojen XVII i XVIII w. oraz zmarłych w czasie epidemii cholery.

Największe emocje wzbudziła wyprawa górska na Szczeliniec i Błędne Skały. Tutaj dopiero okazało się, kto jest w dobrej kondycji fizycznej... Po wejściu na Szczeliniec Wielki poczuliśmy się jak na Titanicu, bowiem wiatr rozwiewał nam włosy, brakło tchu w piersiach.

Wycieczka klasy 2c, 2e i 2b

Zakopane, Poronin

Umówiona godzina 6 ale wyjątkowo nie imprezowa po połudnu, a rano - bo kto się umawia na imprezę przed szkołą? Cóż mimo radosna atmosfera udzielała się nawet półśpiącemu towrzystwu. A jak może być inaczej gdy zanosi się na świetną zabawę w górach? :P Mimo głowy w chmurach panu Skórze udało się ogarnąć stadko swoich niewinnych owieczech (czytać klasę 2c:)). Niepozornej pani Sokołowicz i tajemniczej pani Matosek udało się załadować tryskające energią aniołki do naszego wesołego pojazdu ale ktoś chyba nie dojechał, bo nadal stoimy. A to nasza NaRvAnA koleżanka z wiatrem we włosach pędzi do autobusu. Pomaleńku, coraz szybciej koła w ruch (para buch:)) nasza maszyna rusza ale nie po szynach tylko po ulicy:).

Podróż zaczęła się przez dzikie terytorium indian ale mieliśmy chyba na tyle szczęścia że spali w sowoich karczewskich wigwamach :P. Po wyjechaniu bez szwanku z terytorium wroga wkroczyliśmy w cywilizowany świat- skrzyżowań, remontów dróg i oczekiwania na kolejną stację benzynową. Było wesoło ale przed wyrwaniem pieśni z młodych piersi powstrzymywał nas pan kierowca, który musiał nas przecież dowieść w jednym kawałku. W końcu po kilku godzinach jazdy dojechaliśmy do naszej gaździny (jak się potem okazało ostra babka:)). Okazało się, że pokoje są świetne a w łazienkach mamy do wyboru prysznice i wannę, długo nie podziwialiśmy tych cudów bo czekała nas kolejna atrakcja- wycieczka po Zakopcu.

Pojechaliśmy na skocznie gdzie trenują nasi skoczkowie - Małysza nie spotkaliśmy ale mogliśmy obejrzeć nasze wspaniałe skocznie.

Chwilą na wyciszenie miała się okazać wycieczka do kościółka Witkacego i na piękny stary cmentarz. Refleksja szybko zmeniła się w dziki rajd na jadalnie, po pysznej obiado-kolacji dość duża ekipa ludzi wspieła się na górkę na której nasz ośrodek miał wyciąg. Widok był zapierający dech w piersiach. Piękno i ogrom gór jest nie do opisania. Nadeszła jednak pora zwinięcia żagli i marszu na łóżka- byliśmy podzieleni na klasy, bo budynek w którym nocowaliśmy był dwusegmentowy. W jednym mieszkała 2c, a w drugim 2e i 2b. Z nasza kochaną 2c poszedł pan Skóra. Zaczynało być naprawdę fajnie gdy zaczęła się wojna- wszyscy chcielim się myć w jednej łazience bo nie odpowiadał im ani prysznic na strychu, ani wanna na parterze. Zostało więc rozegrać bitwę - najsilniejsi dostali się pierwsi (to dlaczego największy pan Skóra mył się ostatni?:)). O dziwo spać poszliśmy wcześnie, ale nasz dzielny pan wychowawca sprawdzał czy żaden aniołek przypadkiem się nie obudzi:P.

Naszczęście przyszedł kolejny dzień.
Dzień próby:P. Wszyscy razem, w jednym rzędzie pobiegliśmy na śniadanie i tu właśnie poznaliśmy gniew gaździny:). Cóż bałaganiarze klasowi zapomnieli posprzątać i gaździnka się zdenerwowała:P.

Było trochę krzyku i winni zostali ukarani- wymierzony został najwyższy wymiar kary- posprzątanie po sobie:P. Jednak wycieczkowicze nie stracili pozytywnego nastawienia i cała ekipa ruszyła na szlak. Przewodnik czekał na szczęście na umówionym miejscu, a że był mężczyzną o dość nietypowym poczuciu humoru śmiechu nie zabrakło. Wkroczyliśmy na szlak, a o nasze dobre humory zadbały też koleżanki- doświadczone traperki które na ten etap przyodziały lekkie trampeczki:P.
Szlak był naprawdę trudny, trasa nad Czarny Staw Gąsienicowy nie należała do najłatwiejszych, a traperki kilka razy zaliczyly poważne wywrotki:P. Pan Skóra za nic nie chciał pokazać zmęczenie i krok w krok jak cień podążał za przewodnikiem- tempo było dość poważne więc grupa dość się rozciągneła i w końcu powstały trzy dzielne oddziały pod przywództwem: pierwsza - pana przewodnika - Grupa specjalna, druga - pana Skóry i pani Matosek - pełna naprawdę niezlych agentów, trzecia - pani Sokołowicz - Dwuosobowa ekipa w skład której wchodziła pani Sokołowicz i NaRvAnA koleżanka, miała za zadanie ochranianie tyłów:).

Był to dzień przemoczonych butów, mokrych kuperków ale poszło nam naprawdę świetnie z czego możemy byc dumni. Choć... Jedna koleżanka przypłaciła to zwycięstwo nad szlakiem krwią (fakt że był to zwykły krwotok z nosa nic nie znaczy, bo jak to brzmi...:)). Producenci plastrów także zarobili mniej niż się spodziewali:). Grill i noc. Popadaliśmy jak muchy- odziwo było cicho (od 3 ale było, liczą się chęci:)).

Kolejny dzień i niestety ostatni upłyną pod nazwą parówki- wszystko przez pyszne śniadanie:). Już o godzinie 10:00 załadowaliśmy wszystko do autokaru i trzeba było się żegnać. Większość była zafascynwana a myśl że odbędziemy jeszcze krótką wycieczkę przyjmowali entuzjastycznie. Nie trwała nawet 2 godziny ale po drodze można było chłonąć piękne widoki jak gąbka. Gdy dotarliśmy do celu- pięknego wodospadu nasz kontrowersyjny przewodnik zaczął opowiadać nam kolejne anegdotki, a my jednak wiedzieliśmy że trzeba wracać...

Cóż przynajmiej się nie potopiliśmy i wróciliśmy. Większość gąbek była przesiąknięta innymi sprawami więc nawet nie zauważyla kiedy dotarliśmy na Krupówki. Szał zakupów, tyle:).

Co można powiedzieć o kilogramach oscypka który zakupiono? Gdy zaczął się topić zamienił nasz autobus w serowy pojazd. Oscypek był wszędzie, aż nam się potem śnił:). Cóż wesoły autobusik już nie myślał o balangowaniu, bo... był głodny:).

Z nadzieją oczekiwano kolejnego McDonald'a. Mijały minuty, doszło nawet do godziny gdy nagle zza krzaka wyłonił się tak długo wyczekiwany żółto-czerwony budynek fast food'u. W szaleńczym biegu dopadliśmy kas. Potem pomału, delektowaliśmy się pożerając niewinne krówki i świnki:P. Polak głodny- Polak zły, dlatego też nastroje w autokarze poprawiły się. Wesoły autobus ruszył. Rodzice musieli sobie wkońcu jakoś radzić bez swoich ukochanych pociech:P. Dożyli naszego przyjazdu (w większości) bez poważniejszych ran:P. Czekali na nas aż do godziny ok 22 kiedy wylądowaliśmy pod szkołą.

Wszystkim się podobało, a już napewno nie zapomnimy tych wrażeń z pięknych letnich nocy (prawie wakacyjnych wkońcu:)),      a już napewno piżamki pana Skóry:P. Wesoła atmosfera żartów na temat naszego wspólnego wyjazdu utrzyma się pewnie przez dłuższy, a nasza klasa "jest jak Czrnobyl- poprostu promieniuje":)

Klaudia 2c

To była wycieczka! KRAKÓW

26 i 27 kwietnia 2007r. klasa 3c zrealizowała swoje marzenie - wyjechała na dwudniową wycieczkę. Ten rok był dla nas wyjątkowy - testy kompetencji, egzaminy, prace klasowe, testy, testy i oczywiście... testy! Dlatego bardzo chcieliśmy po egzaminie gimnazjalnym od razu wyjechać i nie myśleć o zamkniętych i otwartych pytaniach. Obowiązywał nas zakaz wspominania, narzekania i domyślania się testowych wyników. Nie było to trudne, ponieważ program wycieczki "Oświęcim - Kraków" okazał się nadzwyczaj bogaty.Pierwszym etapem naszej wędrówki było zwiedzanie obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Chcieliśmy to miejsce zobaczyć, ponieważ wiedza historyczna zaszokowała nas i uświadomiła, że człowiek człowiekowi zgotował piekło na Ziemi.


OŚWIĘCIM to muzeum, które stało się największym cmentarzem ludzkości i zapamiętamy je na pewno do końca życia. Bardzo dobrze, że kolejnym etapem naszej wycieczki stały się Wadowice. W ukochanym Kościele Jana Pawła II wyciszyliśmy nasze emocje i w pełni zrozumieliśmy, że jesteśmy wpisani w niezwykła historię, w której mieszają się traumatyczne i wzniosłe przeżycia.


Być w Wadowicach i nie zjeść "kremówki"- to zupełnie nie wchodziło w grę. Tradycji stało się zadość. Słodkie ciastka pozwoliły nam w świetnych humorach dojechać do Krakowa.


Następny dzień zaczęliśmy od zwiedzania Wieliczki. Niektórzy z nas w przeszłości już tam byli, ale miejsce to za każdym razem robi wrażenie. Na dowód tego, że kopalnia soli bardzo nam się podobała "pozwoliliśmy" zrobić sobie zdjęcie.


Przewodnik dlatego ma pogodną minę, gdyż jak stwierdził: "Takiej młodzieży to już dawno tu nie było." Mowa tu przypominamy o klasie 3c z Otwocka.
Nasza wychowawczyni - pani Bożena Głaszczka - uwielbia twórczość Stanisława Wyspiańskiego i nie byłaby sobą, gdyby nie chciała nas zarazić swoją fascynacją. Czy to się udało? Okaże się w szkole średniej. Jedno jest pewne - po obejrzeniu eksponatów w Muzeum Stanisława Wyspiańskiego sporo wiemy o tym niezwykłym twórcy.

Do Otwocka wracaliśmy bardzo długo. Jeśli nasi opiekunowie mięli nadzieję, że "padniemy" i uśniemy, to bardzo się rozczarowali. Przez całą drogę było wesoło (troszkę za wesoło), głośno (troszkę za głośno) i śmiesznie (troszkę za śmiesznie). Tak już jest na naszych wycieczkach.

Uczniowie 3c
p. Bożena Głaszczka i p. Bożena Sokołowicz

Spływ kajakowy

W dniach 8-10 maja byliśmy na spływie kajakowym w okolicach Sobieni Jeziory. Organizatorem wycieczek był pan Michał Stachurski, a opiekunami wychowawczynie poszczególnych klas i pani vice dyrektor - Joanna Łapińska. Główną atrakcją wyjazdu był spływ kajakowy oraz ognisko. Przeszkodą nie był nawet obficie padający deszcz.

W spływie kajakowym uczestniczyły również klasy: Ic i IId.

Uczestnicy z IIIf


Wycieczka w góry Stołowe

7- 11 maja 2007 roku Dzień pierwszy
Godzina ósma trzydzieści rano. Na pierwszą lekcję troszeczkę za późno, a na drugą za wcześnie. Więc tak właściwie to po co przed szkołą sterczą uczniowie? Odpowiedź okazuje się prosta; nasza klasa pierwsza "a" wraz z drugą "a" i trzecią "a" oraz nauczycielami wychowawcami Panią Aleksandrą Szeszko, Panią Ewą Trojan i Panem Jackiem Hajdackim wybiera się na wycieczkę w Góry Stołowe.

Już od paru dni pogoda nie dopisywała, tzw. padał deszcz i było zimno, więc nikt nie spodziewał się pięknej pogody. Lecz nie tracąc pogody ducha, spakowaliśmy swoje bagaże i czekaliśmy, aż nasz autokar pomyślnie przejdzie kontrolę policji. Wreszcie nadszedł ten długo oczekiwany moment, pożegnaliśmy się z rodzinami, weszliśmy do autobusu, a po chwili odjechaliśmy.

Przez jakąś godzinę, może dwie rozmowy wrzały w najlepsze, lecz potem szum cichł - zaczynało się wszystkim nudzić. Potrzeba było nowej atrakcji. Zaczęło się zapoznawanie między klasowe, tak że już niedługo cały autokar znów zapełnił się gwarem rozmów. Oczywiście inną alternatywą spędzania czasu była gra w karty oraz słuchanie.

Około godziny siedemnastej - osiemnastej byliśmy w Karłowie. Najpierw kolacja i jeżeli ma to być szczera relacja z naszego wyjazdu, to chyba nikomu potrawy przygotowywane w tej "restauracji" nie smakowały, choć niektóre jak można powiedzieć - były bardziej "zjadliwe" :P

Przydzielanie domków nie było z pozoru najprostszą sprawą do załatwienia na całej wycieczce. Kilka konfliktów i po ok. pół godzinie wszyscy zaczęli się rozpakowywać. Domki nie za duże, wydawały się wręcz stworzone do przebywania w nich jak to można ująć "dzieci". Nazwanie tych domków dachami nie byłoby wcale błędnym stwierdzeniem, gdyż ścian nie było wcale widać, tylko dachówki spadziście ułożone po obu stronach. Stały w równym rządku wzdłuż betonowego chodnika, po którego drugiej stronie był plac zabaw i boisko. Kort tenisowy i drugie boisko do kosza znajdowały się pod koniec całego "kurortu".
Wszystkich najbardziej denerwował brak zasięgu, przez co nie można było zadzwonić do rodziców. Ale i na to znalazł się jeden wątpliwy pomysł, a mianowicie mała wieżyczka, na której nieraz można było połączyć się z resztą świata.

O ile dobrze wiem to pierwszą noc przespało bardzo mało osób. Liczne rozmowy trwały po wczesne godziny poranne.

Dzień drugi
Śniadanie przygotowano na godzinę ósmą rano. Gdy wszyscy zaspokoili głód, pojechaliśmy do Czermnej, by tam obejrzeć znaną Kaplicę Czaszek. Widok tysięcy czaszek ludzkich poprzyklejanych do ścian napawał lękiem. Otuchy dodawały tylko dwa aniołki i figura Jezusa Chrystusa na Krzyżu.

Największą jednak atrakcją był park linowy w Kudowie Zdrój. Najróżniejsze przeszkody związane z linami zawieszone były na drzewach na wysokości ok. 3-4 m. Dość dużo osób odważyło się na ekstremalny wyczyn przejścia całego toru. Z naszej klasy były to dziewczyny Natalka i Kinga oraz chłopcy Mateusz i Wiktor. Na strzelnicy w swoim żywiole był pan Hajdacki oraz kilkoro uczniów.

Osoby, które niestety nie odważyły się na linowe szaleństwo udały się na rynek Kudowy Zdrój, po drodze oglądając przepiękny park z wielobarwnymi kwiatami i drzewami. Niektórzy zrobili tam zakupy, ale najfajniejsza okazała się wielka fontanna oraz pijalnia leczniczej wody.

Ostatnim punktem wycieczki tego dnia było zwiedzanie sanktuarium Najświętszej Maryi Panny w Wambierzycach, potocznie zwane "Polską Jerozolimą". Pięknie zdobiony kościół i mnóstwo stacji drogi krzyżowej jakiej nigdy nikt nie widział, zrobiły na wszystkich ogromne wrażenie. Ale jak to w górach i tam musieliśmy zdobyć szczyt, a mianowicie wspinaliśmy się na wielkie schody, aby zobaczyć ostatnią stację, gdzie był krzyż z Panem Jezusem.

Do Karłowa przyjechaliśmy na kolację, a potem mieliśmy czas wolny. Wszyscy zadowoleni chcieli tego wieczoru oglądać serial "Magda M", lecz ktoś nam sprawił psikusa i w żadnym domku nie odbierał kanał "TVN".

Dzień trzeci
Tego dnia chyba wszyscy oczekiwali najbardziej. Jechaliśmy do Czech, a tam do miasta Liberec, gdzie znajduje się Centrum Babylon.

Śniadanie było o siódmej trzydzieści, a wyjechaliśmy około godziny ósmej. Ku naszemu nieszczęściu do Centrum Babylon jedzie się około trzech godzin!
Trasa dłużyła się i dłużyła... Aż wreszcie dojechaliśmy! Mieliśmy do wyboru albo Akwapark albo Lunapark, bo mogliśmy tam być tylko trzy godziny.

Nie wiem jak wrażenia osób, które były w lunaparku, ale mogę zapewnić, że akwapark był cudowny! Znajdowało się tam pięć zjeżdżalni, nie licząc tych zupełnie dla dzieci. Najstraszniejszą była chyba, ta nazwana potocznie przez wszystkich "lejkiem". Sauna, solarium, jacuzzi, zimna lecznicza woda i tunele również wodne wyglądające jak w jaskini, to tylko nieliczne atrakcje Akwaparku. Zmęczeni, nawet nie zauważyliśmy, jak byliśmy spowrotem w Karłowie. Ten dzień był wyjątkowo męczący, ale           i ekscytujący.

Dzień czwarty
Śniadanie znowu o siódmej trzydzieści, lecz nikt się tym nie przejmował, bo wyjazd za granicę to to o czym większość osób marzy.

Jechaliśmy już przez, jak to można powiedzieć dobrze znany "żółty" (czyli pełen żółtych połaci takich małych kwiatków) teren.

Skalne Miasto jest piękne i takie tajemnicze. Nigdy do końca nie wiadomo co przedstawia dany głaz. Przyjemnie było poruszać się wśród skał, których historia piękna zaczęła się od wylewu rzeki Metui. Długa wędrówka między głazami zakończyła się rejsem łódką po jeziorze, w którym podobno już wiele osób utonęło :P

Wielkie Zoo zachwycało niesamowitą ilością zwierząt i ich różnorodnością. Aparaty poszły w ruch i to właśnie w tym miejscu zrobiono najwięcej zdjęć. Urocze tygryski i lwy sprawiały wrażenie pozowania do zdjęć. Byliśmy również na safari i jechaliśmy wielkim dwupiętrowym autobusem. To cudowne uczucie, gdy muska nas wiatr, a my poruszamy się po bezdrożach Afryki (oczywiście w przenośni). W pomieszczeniu z gadami, ale i ptakami można było się nieźle przestraszyć. Ta sceneria jak z tropików, sprawiała, że ludzkie oko nie zauważało szyb klatek, tylko wolną przestrzeń dla tych zadziwiających stworzeń. Niestety, to co dobre szybko się kończy. O godzinie dziewiętnastej byliśmy już na kolacji. Mimo wszechobecnej tradycji zielonej nocy, nie obudziłam się jednak wysmarowana pastą do zębów, a inni o ile dobrze wiem raczej też nie:)

Dzień piąty
Dzień wyjazdu. Dopiero się zadomowiliśmy, a już trzeba wracać do Otwocka...

Nie wiem dokładnie o której, ale od razu po śniadaniu udaliśmy się na Sczeliniec Wielki. Była to męcząca wspinaczka po schodach i korzeniach. Kontuzjowani mieli najgorzej i wlekli się na samym końcu, ale było warto przeżyć tą katorgę. Tych pięknych widoków nie da się zapomnieć, a zdjęcia będą przypominały o mile spędzonych chwilach. Gdy zeszliśmy ze Szczelińca udaliśmy się na obiad, czyli pizzę. Około godziny czternastej wyjechaliśmy. Droga nie dłużyła się tak bardzo jak za pierwszym razem, bo mieliśmy w końcu już wielu znajomych, z którymi miło spędziliśmy czas.

Myślę, że cała wycieczka była dobrze zaplanowana, a co najważniejsze wykonana. Wspaniałe pięć dni wolnych od nauki szkolnej, lecz nie od życia, w którym dokształcamy się przecież przez odczuwanie emocji i przygody, którymi była ta wycieczka wyjątkowo przepełniona. Mamy nadzieję, że nasza wyprawa w przyszłym roku, będzie równie dobrze udana jak ta.

Paulina

"Szczęśliwej drogi - Bal 2007"

W sobotę, 2 czerwca 2007r. odbył się w naszej szkole bal klas III.
Impreza została przygotowana bez zarzutu, co zawdzięczamy zarówno pracownikom szkoły, jak i rodzicom trzecioklasistów. zawiodła tylko pogoda - młodzież tańczyła poloneza w strugach deszczu. Jednak nawet najgorsza aura nie była w stanie zepsuć ani uroczystego wygladu gimnazjalistów ani podniosłego nastroju.

Po zaprezentowaniu wszystkich uczniów klas trzecich nadszedł czas na tańce i ucztowanie. Młodzież bawiła się znakomicie, a nauczyciele - wspaniale. Parkietu nie opuszczano nawet na minutę. Na takie chwile warto było czekać trzy lata...